Musisz zabić w nim chłopca. Ostatni akt ojcowskiej miłości!
Żyjemy w cywilizacji Piotrusia Pana. W świecie, który pozwolił mężczyznom nie dorastać.
Widzę ich na ulicach, w biurach, w Internecie. Trzydziestoletni chłopcy w krótkich spodenkach. Biologicznie zdolni do prokreacji, ale mentalnie niezdolni do przetrwania zimy. Roszczeniowi. Obrażeni na rzeczywistość, bo ta nie głaszcze ich po głowie. Czekający na oklaski za to, że posprzątali po sobie talerz.
To nie jest ich wina. To wina ojców, którzy nigdy nie zamknęli za nimi drzwi do dzieciństwa. Którzy bali się powiedzieć: „Koniec zabawy. Od teraz liczysz się tylko ty i twoje czyny”.
Natura nie znosi próżni. Jeśli nie przeprowadzisz syna przez próg, on utknie w drzwiach. Zostanie w wiecznym rozkroku między sypialnią rodziców a światem, który go zmiażdży, bo nikt go nie ostrzegł, że ten świat ma kły.
Anatomia morderstwa
Będę brutalnie szczery. Rytuał przejścia to nie jest harcerska zbiórka ani weekendowy wypad na ryby. To morderstwo dokonywane z miłości.
Aby narodził się mężczyzna, chłopiec musi umrzeć. Dziecko to postawa: „Należy mi się”, „To nie moja wina”, „Zaopiekuj się mną”. Mężczyzna to postawa: „Ja zadbam”, „Biorę to na siebie”, „Nikt nie przyjdzie mnie uratować”.
Te dwie tożsamości nie mogą współistnieć w jednym ciele. Jedna musi ustąpić, by druga mogła oddychać. I to Ty, ojciec, trzymasz nóż. To boli. Często bardziej Ciebie niż jego. Bo zabijając w nim chłopca, zabijasz też swoją rolę „Wielkiego Obrońcy”. Zabijasz ten słodki czas, gdy byłeś dla niego bogiem i jedyną instancją odwoławczą.
Ale to jest Twoja ofiara Abrahama. Jeśli jej nie złożysz, skażesz syna na bycie wieczną ofiarą losu.
Jak to zrobić? Jak przeprowadzić ten proces, gdy nie mamy lasu, plemienia i starszyzny? Musisz zbudować te schody sam. Oto trzy stopnie inicjacji.
Stopień I: Lekcja Wikinga (Ciało i Ból)
Współczesny nastolatek to mistrz intelektualnej manipulacji. Wytłumaczy Ci wszystko. Zracjonalizuje każde lenistwo. Dlatego inicjacja nie może odbywać się w sferze słów. Musi odbyć się w sferze ciała. Ciało nie kłamie.
Wikingowie wiedzieli, że ból i wysiłek to pieczęć rzeczywistości. Dziecko, gdy czuje dyskomfort, płacze i szuka matki. Mężczyzna, gdy czuje dyskomfort, zaciska zęby i idzie dalej, bo widzi cel.
Zabierz go tam, gdzie jest zimno, ciężko albo daleko. Stwórz sytuację, w której nie ma Wi-Fi, a jedynym sposobem na powrót jest marsz. Niech poczuje mięśnie. Niech poczuje głód. Niech zrozumie, że jego ciało to nie tylko wieszak na markowe ciuchy, ale narzędzie, które ma służyć wspólnocie.
W tym zmęczeniu pęka pancerz arogancji. Tam zaczyna się rozmowa.
Stopień II: Lekcja Stoika (Veto Wewnętrzne)
Gdy ciało jest zmęczone, umysł staje się chłonny. To moment na lekcję Marka Aureliusza. Chłopiec wierzy, że świat jest mu coś winien. Że deszcz pada „złośliwie”, a nauczyciel „się uwziął”.
Inicjacja to moment, w którym uczysz go stawiać Veto. Veto wobec pierwszego impulsu: „Boję się, więc uciekam”. Męska decyzja brzmi: „Boję się, ale robię to, co konieczne”.
Musisz mu to powiedzieć wprost: kawaleria nie przyjedzie. Nikt cię nie uratuje. Ty jesteś kawalerią. To jest moment przejścia od reaktywności (świat mi to robi) do sprawczości (ja odpowiadam na to, co robi świat). To ostateczne pożegnanie z rolą ofiary.
Stopień III: Lekcja Juula (Abdykacja Króla)
To najtrudniejszy stopień. Stopień dla Ciebie. Jesper Juul mówił o „końcu wychowania”. Po 14-15 roku życia nie masz już wpływu na to, jakim on jest człowiekiem. Klamka zapadła.
Jeśli dalej będziesz próbował go wychowywać, czyli ciągnąć w górę i kontrolować – zniszczysz relację. Musisz abdykować. Zejść z tronu „Władcy”. Zmieniasz rolę z Trenera na Sparingpartnera. Sparingpartner wchodzi na ring, stawia opór, testuje siłę, ale nie chce znokautować. Chce sprawdzić, czy stoisz stabilnie.
Podczas rytuału musisz mu to zakomunikować: „Od dziś nie wydaję ci poleceń. Od dziś służę radą, ale tylko wtedy, gdy o nią poprosisz. Twoje błędy są twoje. Twoje zwycięstwa są twoje”. To wymaga gigantycznej pokory. I zaufania, że to, co włożyłeś w niego przez 15 lat, wystarczy.
“Dowiozłem”
Kiedy przejdziesz te trzy stopnie, poczujesz coś dziwnego. Pustkę. Ale to nie jest pustka straty. To pustka posprzątanego warsztatu po skończonej robocie.
Poczujesz dumę Argonauty, który wrócił z wyprawy. Złotym runem nie jest tu majątek, ale człowiek, którego wypuszczasz w świat. To jest ta mityczna „męska odpowiedzialność”. Nie tylko za chleb i dach nad głową. Ale za ciągłość. Za to, że po Tobie nie zostanie tylko nagrobek, ale ktoś, kto uniesie ciężar rzeczywistości.
Dowiozłeś temat.
Drzwi zamknięte na klucz
Jedna uwaga na koniec. Rytuał działa tylko wtedy, gdy jest nieodwracalny. Jeśli dziś uznasz go za mężczyznę, a za tydzień będziesz go ratował przed konsekwencjami jedynki w szkole czy mandatu – wszystko na nic. Zrobisz z tego farsę.
Jeśli raz zamkniesz drzwi do dzieciństwa, musisz wyrzucić klucz. Nawet jeśli będzie bolało, gdy zobaczysz, jak upada. Musisz pozwolić mu krwawić – oczywiście metaforycznie, choć czasem i dosłownie – jak mężczyźnie. To najwyższa forma szacunku, jaką możesz mu dać.
Nie potrzebujesz mieczy i rogów, by to zrobić. Potrzebujesz czasu, ciszy i odwagi, by powiedzieć: „Synu, widzę w tobie mężczyznę. Idź i żyj”.
Jeśli ten tekst rezonuje z Tobą, jeśli czujesz ten ciężar i tę szansę – podaj go dalej. Niech inni ojcowie też wiedzą, że czas zamknąć drzwi.



Mądry i ważny tekst.
Piszę to jako kobieta i matka. Dziękuję i podaję dalej.
Rytuał przejścia, tak bardzo potrzebny chłopakom -pełna zgoda.